contact us

Use the form on the right to contact us.

You can edit the text in this area, and change where the contact form on the right submits to, by entering edit mode using the modes on the bottom right.

           

123 Street Avenue, City Town, 99999

(123) 555-6789

email@address.com

 

You can set your address, phone number, email and site description in the settings tab.
Link to read me page with more information.

FOLLOW DESIGNERS

Dyskretny urok kontrastów - wywiad z BOHOBOCO, cz. I

Jagoda Lisiak

Michał Gilbert Lach i Kamil Owczarek, czyli duet BOHOBOCO/fot. materiały prasowe BOHOBOCO

Biznes zbudowany na kontrastach daje duży margines wolności artystycznej. Szczególnie wtedy, kiedy w grę wchodzi moda. Kamil Owczarek i Michał Gilbert Lach zgodnie przyznają, że tak też jest w przypadku BOHOBOCO – marki, którą stworzyli w 2009 roku. Już wtedy mieli precyzyjny biznesplan i cele jakie chcą osiągnąć. Tworzą duet, a ich charaktery są skrajnie różne. I to poczucie kontrastu - jako klucz rozwoju BOHOBOCO - towarzyszy im do dziś. Obaj mają artystyczne dusze ale jeden z nich bardziej odnajduje się w biznesie. Ale pozory mylą - jest zupełnie odwrotnie niż myślicie… Teraz z hukiem weszli na rynek ze swoim najnowszym projektem 8 ekskluzywnych perfum. Oczywiście stworzonych na zasadzie kontrastu.

Anna Puślecka: Żeby osiągnąć sukces w świecie mody trzeba być bezwzględnym. Jacy wy jesteście?
Michał Gilbert Lach: Masz rację, moda jest bezwzględną dziedziną sztuki i biznesu. My się z tym mierzymy na co dzień - z naszymi pracownikami, z naszymi współpracownikami, z firmami, z którymi współpracujemy. Nie jesteśmy bezwzględni ale wymagający bo wiemy jakie mamy cele i chcemy je jak najszybciej zrealizować. Oczywiście na najwyższym poziomie bo tylko taki nas zadawala. 

Często polski świat mody zadaje sobie pytanie dlaczego u nas jest tak beznadziejnie, dlaczego nie ma fashion weeków. A ja wtedy sobie myślę, że należy nam dać szansę! My tak naprawdę dopiero tworzymy tę modę, staramy się naśladować model zachodni, to dopiero 15 lat takiej intensywności, kiedy co pół roku mamy regularne pokazy mody. Podczas gdy na świecie marki mody mają po 50, 100 lat. Porównywać się na razie nie ma co.
MGL:
Z drugiej strony są państwa, które dużo więcej robią dla mody niż Polska i też nie mają fashion weeków. Projektanci robią światowe kariery, jeżdżą do Paryża, Londynu, Nowego Jorku, wystawiają się i nie cierpią z tego powodu, że w ich kraju nie ma fashion weeków. Libańscy projektanci - Elie Saab i Georges Chakra - też robią światowe kariery i pokazują kolekcje na paryskim haute couture. Wyobrażasz sobie fashion week w Libanie?

Raczej nie. 
MGL: Dubaj czy w Emiraty Arabskie mają swoje fashion weeki, bo te kraje dysponują wysokimi budżetami. Ale co z tego, skoro te imprezy nic nie wnoszą? Projektanci z tych krajów i tak muszą jeździć do Europy. 

Michał Gilbert Lach, Anna Puślecka - red. nacz. DYKF i Kamil Owczarek/fot. materiały prywatne

Swego czasu braliście udział w łódzkim fashion weeku, potem zaczęliście robić regularnie pokazy mody w Warszawie, po czym nagle nastąpił moment, kiedy przestaliście pokazywać kolekcje na wybiegu. Dlaczego? 
MGL: Łódzki fashion week to był nasz początek, dopiero rozwijaliśmy skrzydła. Po dwóch edycjach poczuliśmy, że ta impreza ogranicza nas, jest duszna, nie podobał nam się sposób organizacji. Mieliśmy zastrzeżenia do wielu tematów, ponieważ , traktujemy swoją pracę serio i zależy nam na najwyższym poziomie we wszystkim co robimy. Stwierdziliśmy, że autorskie pokazy dadzą nam większą możliwość zaprezentowania swojej osobowości i charakteru, wyżycia się emocjonalnego oraz artystycznego. I zaczęliśmy takie pokazy robić regularnie. Coraz większe, z rozmachem. Zawsze staraliśmy się aby to były spektakularne wydarzenia. W branży mówiło się , że np. ostatni nasz pokaz w warszawskim Expo, tak zwany „szary”, mógłby być spokojnie pokazem Chanel. 

I nagle przestaliście pokazywać kolekcje na wybiegu. 
MGL: W kuluarach mówiło się o tym „szarym pokazie”, że był najlepszy w sezonie … na poziomie światowych domów mody. Niestety  w mediach nigdzie nie pojawiła się taka informacja. Znaleźliśmy się tylko w jednym rankingu pokazów. Mimo, iż zawsze myślimy o każdym szczególe.  Dbamy o komfort gości i o to aby pokaz to był spektakl. Aby zaproszeni ludzie czuli się jak w teatrze. Dlatego wtedy stwierdziliśmy, że to nie ma sensu. Poza tym zaczęliśmy prace nad projektem perfum a on nas totalnie pochłonął.

Seria 8 zapachów BOHOBOCO PERFUME

W Polsce pokazy mają znamiona eventów PR. Ta proporcja roli PR i sprzedaży podczas pokazów jest u nas odwrócona. Ale czy to źle, zważywszy na to, że tak jak wspomniałam, polska moda ma tylko niespełna 20 lat?
MGL: Właśnie dlatego stwierdziliśmy, że odpoczniemy i przez dwa sezony przyjrzymy się naszej marce jak się rozwija bez pokazów. 

I pojawiły się w związku z tym szeptanki w branży, że coś u BOHOBOCO  chyba jest nie tak… 
MGL: Tak, dotarły te głosy do nas. (śmiech). My w międzyczasie zaczęliśmy pracować nad perfumami. W historii BOHOBOCO  nie było większego projektu, który by tak pochłonął nasz czas i finanse. Podeszliśmy do tego z ogromnym zaangażowaniem.

Kiedy kilka lat temu, na nowojorskiej ulicy, przez przypadek wymyśliliście nazwę waszej firmy. Już wtedy mieliście pomysł na biznes czy na początku potoczyło się to wszystko poza waszą kontrolą?
MGL: BOHOBOCO jest kontynuacją naszych marzeń z dzieciństwa. Tworząc markę wiedzieliśmy dokąd chcemy dojść, co chcemy robić, co mieć w swojej ofercie i jak to ma wyglądać. Mieliśmy jasno to sprecyzowane. Choć był taki moment, że wpadliśmy w wir kariery, otwieraliśmy butik za butikiem, nie mając doświadczenia biznesowego! Z tego też powodu przestaliśmy robić pokazy, musieliśmy bardzo mocno zająć się firmą, sferą biznesową. Stworzeniem struktury, stanowisk, przyjęciem odpowiedniego zespołu, , z którym będziemy się rozumieć.  Wcześniej to my z Kamilem zajmowaliśmy się wszystkim. Od PR-u poprzez sprzedaż, visuale, produkcję, szycie aż po koncepcję sesji. W naszej firmie nic nie mogło się odbyć bez naszego potwierdzenia. 

Czyli model biznesowy, tak zwane „ręczne sterowanie”?
MGL: (śmiech) Tak, i musieliśmy to zmienić. Zaczęliśmy się powoli uczyć tego wszystkiego, ponieważni ja, ani Kamil nie skończyliśmy żadnych studiów w tym kierunku. 

Kamil Owczarek i Michał Gilbert Lach/fot. materiały prasowe BOHOBOCO

Większość odbiorców zna wasze nazwiska, ale wy promujecie markę jako duet BOHOBOCO , a nie Kamil Owczarek i Michał Gilbert Lach. Czy od początku był taki plan, żeby promować markę, a nie nazwiska?
Kamil Owczarek: Marka to są ludzie, którzy ją tworzą, ale marka też żyje swoim życiem. Obawialiśmy się takiej sytuacji, która spotykała wielu projektantów, takich jak Jil Sander czy John Galliano. Ktoś kupił ich markę i jest właścicielem ich imienia i nazwiska.  

A co z ‘łechtaniem’ ego? Jesteście przecież artystami.
MGL: My wybraliśmy na Polskę bardzo trudny kierunek, ponieważ nadaliśmy marce „Imię” a nie używamy naszych nazwisk tak jak robi większość projektantów w Polsce. Wiemy, że to o wiele trudniejsze medialnie bo wszystkie media, a zwłaszcza telewizja, zrobi z nimi wywiad i podpisze ich z nazwiska. Natomiast nas rzadko chciano podpisać jako „duet BOHOBOCO”. Na szczęście teraz zaczyna się to zmieniać.

Bo to jest lokowanie produktu. Takie mamy prawo.
KO: Kiedy zakładaliśmy markę to nie było tej ustawy, była większa wolność. Świat się zmienia tak dynamicznie, że nasze statutowe zadania i cele muszą się elastycznie dopasowywać do realiów. Na początku naszej drogi postawiliśmy na sieć dystrybucji butikowej, bezpośredniej, a świat nagle zmienił swój tor i idzie w stronę online, więc my także razem z tym światem śledzimy ten trend przez ostatnie 2 lata. Stworzyliśmy platformę sprzedażową, bardziej doskonałą, łatwiejszą w obsłudze, bardziej intuicyjną dla klienta. Czas po „szarym pokazie” poświęciliśmy właśnie na budowę platformy i tworzenie perfum. Zmieniła się też komunikacja z partnerami biznesowymi z zagranicy. Pierwszą rzecz, na którą zwracają uwagę jest Instagram. Tego nie było 5-6 lat temu. Wysyłało się prezentację w PDF. Teraz nikt już nie prosi o prezentację o marce, o projektantach, tylko przegląda Instagram i widzi wszystko – to jest twoje CV. To jest cała twoja historia. 
MGL: Kiedyś na polskich stronach były zakładki: historia, wydarzenia, prasa, a teraz to już jest passe’. Teraz Instagram to jest miejsce, gdzie wszystkie te rzeczy są lokowane. 

Na waszej stronie jest napisane: „BOHOBOCO – koncept modowy”.
KO: Kiedy tworzyliśmy nasz statut i cele to już wtedy wiedzieliśmy, że to nie będą tylko ubrania. 

Już wtedy, na tej nowojorskiej ulicy wiedzieliście, że to nie będą tylko ubrania? I że w ofercie BOHOBOCO znajdą się perfumy?
MGL: Tak, taki był plan. 
KO: 4 lata temu wystartowaliśmy z pierwszym zapachem i nie mieliśmy zielonego pojęcia o tym jak się robi perfumy. W amoku twórczym powstał ten produkt. (śmiech) Od razu mieliśmy plan, że to będzie seria, tylko musieliśmy zbadać jakie będzie zainteresowanie rynku. 

II część wywiadu z duetem BOHOBOCO możecie przeczytać tutaj:

Dyskretny urok kontrastów - wywiad z BOHOBOCO, cz. II

rozmawiała: Anna Puślecka, redaktor naczelna DYKF

 

Polub nasz fanpage na FB: DYKF Facebook