contact us

Use the form on the right to contact us.

You can edit the text in this area, and change where the contact form on the right submits to, by entering edit mode using the modes on the bottom right.

           

123 Street Avenue, City Town, 99999

(123) 555-6789

email@address.com

 

You can set your address, phone number, email and site description in the settings tab.
Link to read me page with more information.

FOLLOW DESIGNERS

Intuicja nigdy nas nie zawiodła - wywiad z Bizuu, cz. I

Anna Puslecka

Blanka Jordan i Zuzanna Wachowiak, czyli duet Bizuu/fot. Agnieszka Taukert dla DYKF

Właśnie obchodzą 5-lecie pracy twórczej. W październiku pokazały z tej okazji kolekcję ubrań, która była nieco inna od poprzednich, dojrzała, ale nadal z charakterystycznym dla Bizuu DNA – kobiecości i dziewczęcości.

Blanka Jordan i Zuzanna Wachowiak – prywatnie siostry i projektantki Bizuu opowiadają redaktor naczelnej DYKF – Annie Puśleckiej – o początkach swojej drogi i podboju Warszawy oraz o tym jak pracują, czy się kłócą, która z nich pilnuje finansów...

 

Duety projektantów to ciekawe zjawisko. Zastanawiam się jak przebiega współpraca między dwojgiem – bądź co bądź - artystów, aby ego każdej strony było dopieszczone.
Zuzanna Wachowiak: Nas przede wszystkim łączą silne więzi rodzinne. Jesteśmy siostrami i to jest czynnik, który sprawia, że my się i tak dogadamy.
Blanka Jordan: Na pewno to jest zasługa naszych rodziców - oni nas wychowywali zawsze tak, że żadne nie czuło się lepsze, wszystko było po równo. Mamy jeszcze starszego brata - w trójkę jesteśmy takim teamem - obojętnie co się dzieje, w pracy lub w domu -zawsze do siebie dzwonimy i wiemy, że możemy na sobie polegać.

A nas z Zuzią praca zbliżyła na pewno. Bo gdybyśmy nie zaczęły przygody z projektowaniem to nasze drogi by się mijały. Ja byłabym zajęta dzieckiem, rodziną, kancelarią, a Zuzia by się przeprowadziła do Warszawy i pracowała tutaj jako architekt wnętrz.

Nie miałybyśmy tyle czasu co teraz, a bywa, że rozmawiamy ze sobą 8 razy dziennie! Zdarzają się dni, raz na 2, 3 tygodnie, że któraś nie zadzwoni i w połowie dnia pojawia się pytanie: „Jezu, czy coś się stało?”.
ZW: Można powiedzieć, że te 300 kilometrów, które nas dzieli dobrze wpływa na naszą relację - raz na 2 tygodnie się widzimy, choć siedziba główna Bizuu jest w Poznaniu.

My stamtąd jesteśmy. Tam jest nasze Atelier, pracownia krawiecka, gdzie są odszywane wzory do kolekcji. W Poznaniu spotykamy się twórczo i czasem się spieramy…
BJ: Oczywiście, czasami pióra lecą. To jest tak, że w prawdziwej miłości musi być kłótnia, bo inaczej związek byłby papierowy, nieprawdziwy. My się potrafimy pokłócić, ale szybko się przepraszamy i zapominamy o tym co złe.
ZW: Te burze w szklance wody są potrzebne!

Zuzanna Wachowiak i Blanka Jordan w atelier/fot. materiały prasowe

Zuzanna Wachowiak i Blanka Jordan w atelier/fot. materiały prasowe

Jak u was wygląda proces twórczy? Jak dzielicie role?
BJ: Bardzo często rodzi się jeden pomysł, który potem pączkuje i z tego tworzy się kolekcja. Zaczynamy od tego, że wyjeżdżamy na targi do Paryża i dzięki temu, że jesteśmy we dwie to nasza doba ma 48 godzin a nie 24. I to jest super.

W jednym sezonie jedna jedzie na targi z którąś z naszych pracownic, a w kolejnym sezonie - druga.


 Która z Was rysuje projekty?
BJ: Obie rysujemy, ale muszę przyznać, że moje umiejętności nie są wybitne. Cały czas uczę rysować pod okiem Zuzi.
ZW: Zawsze działamy w bardzo dużym pośpiechu i ważne, aby przelać jak najszybciej myśli na papier, żeby po prostu nie zapomnieć, żeby zanotować to, ale myślę, że mamy parę takich swoich kultowych filmów dokumentalnych, m.in. jest dokument pt. „ Szyty na miarę” na temat tego jak Karl Lagerfeld projektuje kolekcje dla Chanel od pierwszego szkicu do finalnego produktu, który jest pokazywany na pokazie mody. Tam też jest pokazane, że pomysły są zapisywane szybko i wszystko też zależy od więzi, współpracy z konstruktorem, krawcowymi.


Która z was zarządza finansami?
BJ: Niestety ja. Współpracuję też z naszymi księgowymi, zarządzam produkcją.


Ile osób zatrudniacie aktualnie?
BJ: 30 osób - to jest już małe przedsiębiorstwo. Więc jest co robić, ale pamiętam czasy, kiedy wszystkim zajmowałyśmy się same. Kupowałyśmy materiały, jeździłyśmy z nimi do krawcowej, nie miałyśmy jeszcze ani swojego biura, ani atelier. Po czym to trzeba było zawieźć do butiku.  Miałyśmy wtedy naprawdę maciupeńki butik, który wcześniej był przejściem, korytarzem. Przerobiłyśmy to na malutki sklepik, który miał 15m2. Początkowo wydawało się, to było zupełnie na uboczu, że nikt nas tam nie znajdzie, ale to naprawdę fajnie zaczęło działać i funkcjonować.
ZW: W pewnym momencie musiałyśmy rzeczywiście podjąć decyzję, że albo zostajemy w tej bańce, którą miałyśmy w Poznaniu albo robimy o krok dalej.


Jednak tutaj, w Warszawie, bije serce wszystkiego co ważne.
ZW: Wszystko co się dzieje tu ma wpływ na to co dzieje się już później w Katowicach, na Wybrzeżu czy w Poznaniu. To tam panie przychodzą z gazetą i chcą mieć taką sukienkę jak gwiazda na zdjęciu.
BJ: Naszym marzeniem jest stworzyć markę światową, nie tylko polską. I stąd te dalsze kroki. Najpierw sieć butików w Polsce, potem produkcja na eksport.

5-lecie Bizuu, wiosna-lato 2016/fot. Artur Cieślakowski dla DYKF

Obchodzicie 5-lecie pracy jako marka Bizuu, odniosłyście sukces, choć nie jesteście projektantkami z wykształcenia. Pamiętacie moment, w którym usiadłyście i wymyśliłyście sobie, że będziecie projektować?
ZW: Nasza rodzina ma artystyczne zacięcie, mimo, że mama jest lekarzem, a tata skończył Akademię Rolniczą. To Blanka była obstawiona jako ten czarny koń, który pójdzie w artystyczną stronę. Stało się inaczej, poszła w ślady starszego brata, który jest prawnikiem.
BJ: Brat zawsze był dla mnie guru i być może dlatego wystraszyłam się artystycznego świata, wolałam mocno stąpać po ziemi, wybrałam prawo. Rodzice bardzo to popierali. Ale w gruncie rzeczy artystyczna dusza pozostała we mnie.

Pamiętam bardzo dobrze ten moment, kiedy pomyślałyśmy o projektowaniu. Siedzimy u mnie w domu na tarasie, z butelką wina, jest ciepły, wiosenny dzień i o tym rozmawiamy. Miałam wtedy bardzo małe dziecko.

Zuzia wtedy często mnie odwiedzała, bo mąż mój wyjeżdżał do pracy do Warszawy. Byłam tuż przed egzaminem radcowskim i tak bardzo nie chciałam wracać do kancelarii! I nagle mówię, że tak bym chciała coś zacząć projektować. I w tym momencie Zuzia mówi: „No to spróbujmy”. I zrobiłyśmy mini kolekcję sześciu sukienek dla koleżanek na ślub naszej przyjaciółki.

Podczas uroczystości miał obowiązywać konkretny dress code - długie suknie wieczorowe - i nasze koleżanki nie radziły sobie z tym wyzwaniem. Wtedy zaczęłyśmy projektować myśląc, że będzie to tylko hobby...
ZW: zaczęłyśmy w idealnym momencie. Miałyśmy dużo szczęścia, wpasowałyśmy się w czas, kiedy minęło zafascynowanie sieciówkami.
BJ: My od razu zaczęłyśmy się pozycjonować jako marka premium, ale mimo wszystko dostępna cenowo.

Bizuu SS 2015/fot. Agnieszka Taukert dla DYKF

Zuzanna Wachowiak i Blanka Jordan w finale pokazu sprzed roku na wiosnę lato 2015/fot. Agnieszka Taukert dla DYKF

Pamiętam, że moda na was przyszła nagle: zewsząd było słychać „Bizuu, Bizuu, Bizuu”, ale ludzie nie wiedzieli, gdzie to można kupić, co to jest, kto to projektuje.
ZW: Zbiegło się kilka sprzyjających dla nas sytuacji. Blanka dostała propozycję bycia stylistką Agnieszki Szulim w „Pytaniu na śniadanie” i to Aga była pierwszą gwiazdą, która ubrała się w sukienkę nieistniejącej jeszcze marki (śmiech).


Na pokaz Macieja Zienia.
ZW: Blanka tak po prostu zapytała Agę: „Czy nie włożyłabyś czego naszego projektu?”. Zgodziła się.
BJ: Jakie to było przeżycie! Wypatrywanie w mediach, po pokazie, czy ta sukienka się pojawi. Pojawiła się i zrobiła sporo szumu.

Kasia Zielińska i duet Bizuu podczas Flesz Fashion Night/fot. Agnieszka Taukert dla DYKF

Pamiętacie jaka to była sukienka?
ZW: Oczywiście! Była czarna. Miała nawet swoją specjalną nazwę: George. Od imienia naszego taty, bo na początku jeszcze miałyśmy taką zasadę, że nazywałyśmy sukienki jakimś kluczem - wtedy to były imiona bliskich nam osób.

Drugim przełomowym momentem w naszej karierze było zaproszenie do „Dzień Dobry TVN” przez Ewę Wojciechowską i Agnieszkę Jastrzębską. One prowadziły cykl o nowych markach.

Pamiętam, że usiadłyśmy wtedy na kanapie razem z chłopakami z BOHOBOCO. Rozmowa była o tym, że na rynek wchodzą nowi, młodzi projektanci i zdetronizują tych „starych”. Po tym nagraniu zaczął się prawdziwy boom na Bizuu - mnóstwo telefonów, spotkań, zamówień. Wtedy jeszcze na stronie internetowej były podane nasze prywatne telefony.
BJ: Do dziś to pokutuje!
BZ: Czasem ludzie dzwonią i mówią: „W Internecie znalazłam pani telefon”. Wtedy, po wizycie w Dzień Dobry TVN, rzeczywiście pomyślałyśmy, żeby pójść o krok dalej. To było chwilę przed otwarciem naszego pierwszego butiku w Starym Browarze.

Chciałyśmy też zaistnieć w Warszawie i na początku jeździłyśmy Poznań – Warszawa z ubraniami w pokrowcach.

Wtedy poznałam Alicję Szewczyk z Glamoura i Magdę Mousson-Lestang, właścicielkę Lilou. Z kolei Kasia Zielińska dotarła do nas przez Ewę Wojciechowską, koniecznie chciała się z nami spotkać. Powiedziała: „Mam spektakl w Poznaniu, umówmy się w hotelu, chcę obejrzeć wasze projekty”.  
BJ: Takie spotkania dodawały skrzydeł, a my chciałyśmy iść o krok dalej, i dalej.

c.d.n.
II część wywiadu z duetem Bizuu – już po Świętach!

 

rozmawiała: Anna Puślecka, redaktor naczelna DYKF

5-lecie Bizuu/fot. Artur Cieślakowski dla DYKF

5-lecie Bizuu/fot. Artur Cieślakowski dla DYKF