contact us

Use the form on the right to contact us.

You can edit the text in this area, and change where the contact form on the right submits to, by entering edit mode using the modes on the bottom right.

           

123 Street Avenue, City Town, 99999

(123) 555-6789

email@address.com

 

You can set your address, phone number, email and site description in the settings tab.
Link to read me page with more information.

LEGENDY MODY

Bernard Wielki

Katarzyna Pyrek

Bernard Arnault/fot. Agencja FORUM

Swoje imperium mody zbudował na sukcesie dwóch luksusowych domów mody, Dior i Louis Vuitton. Przez lata królowali w nich modowi dyktatorzy i geniusze:

John Galliano i Marc Jacobs.

Ale ich era dobiegła końca. Teraz Bernard Arnault, jeden z najbogatszych ludzi świata, ma nowych pupilków. Rafa Simonsa u Diora i Nicolasa Ghesquiere’a w Vuitton. To nowy etap w jego życiu i ważny etap w historii mody.

Ale czy ci projektanci sprawią, że pan prezes dalej będzie mógł liczyć zyski? Oto kim jest człowiek, który trzyma projektantów w garści.

 

Nowy styl zarządzania

Jest 8 rano. W swoim paryskim gabinecie Aranult jak co dzień zjada niskokaloryczne śniadanie. Jajka i jogurt brzoskwiniowy. Ma dużo powodów do szczęścia. Niedawno został dziadkiem (matką jego wnuka Maxime’a jest sama Natalia Vodianova), a do tego po raz kolejny z rzędu trafił do pierwszej dziesiątki najbogatszych ludzi świata magazynu Forbes, tuż bok Billa Gatesa, Amancio Ortegi i Warrena Buffeta.

Z majątkiem szacowanym na ponad 36 miliardów dolarów.
Biura jego konglomeratu mody znajdują się na Avenue Montaigne. A stąd jest już tylko krok do flagowych butików Givenchy, Fendi, Dior i Vuitton na Avenue. Domów mody, które znajdują się w portfolio koncernu LVMH będącego własnością Arnault.

Do grupy należą, oprócz marek mody, tak ważni gracze na światowym rynku jak: Dom Perignon, Bulgari i Sephora. Podobno pan prezes odwiedza każdy z nich codziennie rano, nawet w weekendy.
- Mówi się, że diabeł tkwi w szczegółach. W przypadku LVMH to Arnault tkwi w szczegółach - mówi o swoim przełożonym Sydney Toledano, prezes marki Christian Dior.

Bernard już od najmłodszych lat był chorobliwie ambitny. Tuż po ukończeniu paryskiej Politechniki zatrudnił się w firmie budowlanej ojca. I gdyby nie wycieczka do Nowego Jorku na początku lat 70. być może nigdy nie zająłby się modą. Jadąc taksówką zapytał kierowcę czy wie jak nazywa się francuski prezydent. Na co ten odpowiedział, że nie ma pojęcia, ale wie kim był Christian Dior.

To uświadomiło mu jak ważnym francuskim towarem eksportowym jest moda. Ponad dekadę później wykupił Diora. Następnie na celowniku znalazł się mało wówczas popularny koncern LVMH do którego należały Louis Vuitton i Moet Hennessey.

Wykupił część udziałów, a następnie na drodze sądowej doprowadził do zwolnienia szefów obu firm przejmując także ich akcje. I wówczas znalazł się w czołówkach wszystkich liczących się ekonomicznych gazet.

Francja dawno nie widziała tak agresywnego biznesmena. Na ich miejsce zatrudnił, tak jak on sam, doświadczonych biznesmenów, ale z zerowym pojęciem o świecie mody.
- Reprezentowałem nowy styl zarządzania z amerykańskim podejściem - tłumaczył po latach mediom.

Bernard Arnault/fot. Agencja FORUM

Terapia szokowa

To sposób Arnault na sukces w świecie mody. Biznesmen przez całe lat 80. i 90 skupował nierentowne, często na skraju bankructwa domy mody, ale prestiżowe, z rozpoznawalnym, luksusowym logo. Następnie zabierał się do „odkurzania”.

Zatrudniał nowego, modnego i utalentowanego projektanta, któremu dawał twórczą wolność. Zazwyczaj jego nowatorskie pomysły przekładały się na dobrą prasę wokół marki. Robił się medialny szum, a stąd było już blisko do komercyjnego i finansowego sukcesu.
- Mój ojciec ma wiele talentów, ale największy do marketingu - mówi Antoine Arnault, syn Bernarda i narzeczony wspomnianej Natalii Vodianovej.

Nakłania projektantów do czerpania z największej spuścizny i dobytku marki, czyli z jej archiwów, najwspanialszych projektów z czasów świetności i robienie na ich temat współczesnych, stylowych wariacji. A gdy kolekcja jest już gotowa, nie żałuje na ofensywną kampanię reklamową.

To on zatrudnił w Diorze Johna Galliano, o którym mówił, że podobał mu się nawet z tym punkowym stylem i długimi włosami. Ale to także on z hukiem zwolnił go trzy lata temu ze stanowiska. Podobno to nawet on „nakręcił” słynny spisek z nagraniem jego rasistowskich wypowiedzi, bo Galliano przestał być posłuszny. Chciał się go jak najszybciej pozbyć i pokazać kto tu rządzi.

To także on postawił na Marca Jacobsa powierzając mu stanowisko dyrektora kreatywnego Louis Vuitton. Jacobs 17 lat temu był jeszcze mało popularnym amerykańskim projektantem, a Vuitton podupadającym domem mody.

Ale to nie jedyne trafione decyzje Arnault.

Na obsadzeniu Riccardo Tisci w Givenchy, Phoebe Philo w Celine i niedawno Rafa Simonsa u Diora biznesmen zarobił krocie. I zapewne podobnie będzie z jego nowym pupilkiem Nicolasem Ghesquierem, który przejął stery po Jacobsie w Vuittonie.

Skąd ta pewność? Bo jak mówi Anna Wintour: „Bernard kontroluje projektantów, ale daje im swobodę twórczą. Jest cierpliwy i daje sobie czas na podjęcie właściwej decyzji”.

Pedant i perfekcjonista

Choć Arnault to twardy biznesmen, doskonale rozumie artystyczne dusze.
- Projektant to artysta, a nie inżynier. Jeśli kochasz sztukę, kochasz artystów i akceptujesz ich sposób myślenia, który zazwyczaj jest nieprzewidywalny, to zaczynasz ich rozumieć. Ale musisz skonfrontować ich wizje z rzeczywistością – tłumaczy Arnault.

Sztuka to druga po robieniu pieniędzy pasja pana prezesa. Arnault kolekcjonuje dzieła sztuki współczesnej, w XIX wiecznej paryskiej rezydencji ma gigantyczną kolekcję prac Picassa, Basquiata, Hirsta i Warhola.
- To perfekcjonista i pedant. Jeśli obraz wisi o kilka centymetrów za wysoko, będzie ciągle się tego czepiał – śmieje się jego żona Helene - ale w domu nie rozmawiamy o pracy. Raczej o sztuce, muzyce, wystroju wnętrz.

Z pianistką Helene Mercier związany jest od 23 lat. Mają dwóch nastoletnich synów: Alexandre’a i Frederica. 37-letni Antoine i 39-letnia Delphine pochodzą z jego pierwszego małżeństwa. Oboje pracują w imperium ojca. Atnoine dla marki Berluti, a Delphine dla Diora. Ale, jak twierdzi Arnault, nie są w firmie faworyzowani.
- Jeśli moje dzieci chcą ze mną pracować, muszą sobie na to zasłużyć – konstatuje.
Jest tak samo surowym ojcem jak i szefem, co wskazują chociażby ostatnie newsy.

W gazetach gruchnęła wiadomość, że Francuz stara się o belgijskie obywatelstwo. Swój konglomerat mody chce przenieść i zarejestrować właśnie w Belgii.

Ale bynajmniej nie dlatego, aby wymigać się od płacenia wysokich francuskich podatków.

Po prostu chce zapewnić długowieczność swojej firmy i nie chce pozwolić na to, aby jego dzieci po śmierci mogły podzielić i sprzedać koncern LVMH.

Czyli największy na świecie supermarket luksusowych marek.

Polub nasz fanpage na FB: DYKF Facebook

 

tekst: Marcin Świderek (szef działu mody Glamour)