contact us

Use the form on the right to contact us.

You can edit the text in this area, and change where the contact form on the right submits to, by entering edit mode using the modes on the bottom right.

         

123 Street Avenue, City Town, 99999

(123) 555-6789

email@address.com

 

You can set your address, phone number, email and site description in the settings tab.
Link to read me page with more information.

LEGENDY MODY

Filtering by Tag: Yves Saint Laurent

Jacqueline de Ribes

Adrianna Jannasz

Jacqueline de Ribes /fot. Pinterest

Jacqueline de Ribes to francuska ikona mody, businesswoman, projektantka. W połowie lat 50. po raz pierwszy znalazła się na Światowej Liście Najlepiej Ubranych Kobiet. Kuratorka nowojorskiego Instytutu Kostiumu MoMA.

Pochodzi z bogatej i arystokratycznej rodziny. Jej ojcem był książę Jean de Beaumont - pilot wojskowy, późniejszy prezes Francuskiej Akademii Sportu, matka tłumaczyła powieści Ernesta Hemingwaya, a dziadek - książę Olivier de Rivaud de la Raffiniere - posiadał liczne zamki i luksusowe jachty. 

Jacqueline wyróżnia się znamionami paryskiej urody - mocno wyskubane brwi a la Marlena Dietrich, cienki nos, wyraźnie zarysowane kości policzkowe, a swoje czarne włosy zaczesuje w duży kok.

Jacqueline de Ribes /fot. www.idolmag.co.uk

Jako dziecko uwielbiała wymyślać i reżyserować scenki, do których samodzielnie przygotowywała ubrania np. drapowała prześcieradła na wzór greckich strojów czy robiła kapelusze z papieru.

Po wojnie młoda Jacqueline uczyła się w klasztorze w Verneuil i trafiła pod opiekę awangardowego wuja, który wprowadził ją w świat wielkich projektantów. Wuj zabierał ją na słynne, paryskie bale, które organizował lub poznawał ją ze swoimi przyjaciółmi m.in. z Christianem Diorem.

Jacqueline de Ribes i Yves Saint Laurent /fot. Pinterest

Rodzicie nigdy nie mówili Jacqueline, że jest ładna, wręcz przeciwnie - wytykali jej niedostatki figury. Opinia publiczna była dla niej bardziej łaskawsza i w 1956 roku jej nazwisko znalazło się na prestiżowej Światowej Liście Najlepiej Ubranych. Przez kolejne lata, również jej nazwisko widniało na tej liście, aż w 1962 dostąpiła zaszczytu figurowania w najwyżej notowanym zestawieniu Hall of Fame. Od tego momentu, każda kobieta chciała być i wyglądać jak Jacqueline, gdyż była ona uosobieniem elegancji i ekstrawagancji.

Cokolwiek lubiła robić, robiła to po swojemu, inaczej. Słynęła z tego, że ubrania od wielkich projektantów: Johna Galiano, Piere’a Balmaina czy Yves Saint Laurenta przerabiała i mieszała z tymi, które kiedyś zaprojektowała sama.

Od lewej: Milana Windisch Graetz, Egon von Furstenbeg i Jacqueline de Ribes /fot. www.vogue.it

Gdy skończyła 50 lat, postanowiła otworzyć własną markę modową. W przeszłości podejmowała próby z projektowaniem, lecz kończyły się one fiaskiem. Wierzyła, że ten biznes będzie inny i chciała zbudować go na skalę światową. Jej pierwszy pokaz odbył się trzeciego marca 1983 roku, podczas Paris Fashion Week. Jacqueline przygotowała tylko 14 looków. Kolekcja powstała z odpadów i skrawków welurowych tkanin, a modelki miały na sobie jej biżuterię. Wszyscy zaproszeni goście, projektanci i dziennikarze przyklasnęli debiutanckiej kolekcji de Ribes i kolekcja stała się hitem. Niedługo później ubrania sprzedawane były na całym świecie i można było je kupić w ponad 40 sklepach w USA. 

Jacqueline de Ribes i Diane von Furstenbeg /fot.  www.wwd.com

Po 13 latach pełnych sukcesów w firmie, Jacqueline zmusza była zamknąć swoją markę. Powodem był konflikt z Japończykami, którzy stali się udziałowcami jej firmy i chcieli przerobić markę w japońską modłę.

Dziś Jacqueline de Ribes ma 89 lat i wciąż działa czynnie zawodowo. W dniu jej urodzin w 2010 roku przyznano jej order Francuskiej Legii Honorowej. 

W listopadzie 2015 roku w Instytucie Kostiumu Nowojorskiego Metropolitan Museum of Art, Anna Wintour uroczyście otworzyła wystawę zatytułowaną „Jacqueline de Ribes. The Art of Style”. Goście mogli zobaczyć legendarną garderobę paryskiej arystokratki, jej ulubione dodatki oraz biżuterię.

Polub nasz fanpage na FB: DYKF Facebook

 

Tekst: Adrianna Jannasz

Gia Carangi

Jagoda Lisiak

Włoski Vogue luty 1982 

Żyła dość krótko, jedynie 26 lat. Dziś zaliczałaby się do grona starszych modelek - ikon, jak Naomi Campbell czy Claudia Schiffer. 

Gia Marie Carangi nazywana jest pierwszą światową super modelką. Na świat przyszła przed takimi sławami jak Kate Moss czy Cindy Crawford. 

Mogła pochwalić się gęstymi włosami, ciemnymi oczami i pełnymi ustami, które zawdzięczała włosko-irlandzko-walijskim korzeniom. 

Szybko zdobyła popularność. Być może to ją zgubiło. Młoda dziewczyna uzależniła się od narkotyków. Nałóg zniszczył nie tylko jej zdrowie ale i przekreślił walkę o marzenia.

 

Kampania Giorgio Armani wiosna-lato 1980

Modelka urodziła się 29 stycznia 1960 roku w Filadelfii. Po skończeniu liceum przeniosła się do Nowego Jorku. Tam zaczęła pracę w agencji modelek Wilhelmina Models. 

W czasie swojej krótkiej choć intensywnej kariery pracowała dla takich marek jak Versace, Yves Saint Laurent, Dior, Armani oraz Diane von Furstenberg. Jej twarz zdobiła okładki m.in. amerykańskiego i francuskiego Vogue’a. 

Była ulubienicą fotografów. Chętnie pracowali z nią m.in. Francesco Scavullo, Arthur Elgort czy Richard Avedon. 

Z wieloma osobami z branży mody przyjaźniła się. Nie ukrywała też swojej biseksualnej orientacji. Głośno było o jej związkach z wizażystką Sandy Linter oraz Elyssą Golden – narkomanką poznaną na odwyku. Po śmierci jej agentki i mentorki Wilhelminy Cooper Carangi załamała się. Zmieniła też agencję. W listopadzie 1980 roku podpisała kontrakt z Ford Models. Jednak lata świetności już miała za sobą. Jej kariera podupadała. 

 

Paryski Vogue maj 1980

Po krótkiej przerwie na detoks i incydent z policją, modelka przeniosła się do nowej agencji, Legends. Pracowała sporadycznie, głównie w Europie. 

Pod koniec 1981 roku podpisała umowę z Elite Model Management. Podczas gdy niektórzy klienci nie chcieli zapraszać jej do swoich projektów, innych przekonywał przeszły status top modelki. 

Ostatnie lata życia spędziła w rodzinnym mieście, gdzie została przyjęta do programu leczenia uzależnień. Następnie pracowała w sklepie odzieżowym oraz w stołówce domu opieki. 

Krótko przed śmiercią lekarze stwierdzili u niej AIDS. Była jedną z pierwszych znanych kobiet na świecie, u której choroba okazała się być przyczyną zgonu.  

Zmarła 18 listopada 1986 roku w Filadelfii. Znajomi o jej odejściu dowiedzieli się długo po zdarzeniu. Rodzina nie chciała, aby rozpowszechniano tę przykrą wiadomość. 

Modelka Cindy Crawford, której kariera nabierała tempa w tamtym czasie została nazwana „Baby Gia” ze względu na duże podobieństwo do Carangi. 

Polub nasz fanpage na FB: DYKF Facebook

 

Tekst: Jagoda Lisiak



David Bowie – fenomen, który stał się legendą

Katarzyna Pietrewicz

Davi Bowie okładka płyty Aladdin Sane

Pieprzyć to, chcę być superczłowiekiem!

Nie każdy może być uosobieniem mody, muzyki, sztuki i symbolem pop-kultury. Ale przecież nie każdy może być Davidem Bowie.
W poniedziałek 11 stycznia, świat stracił swoją ikonę. Ikonę, której kult nieprzerwanie utrzymywał się przez ponad pięć dekad. David Bowie zmarł w wyniku długoletniej choroby nowotworowej.

Przykładał ogromną wagę do swojego wyglądu. Traktował go, jako integralną część swojej osobowości, stając się fenomenem, prekursorem i niekwestionowaną inspiracją świata mody.

Żaden artysta w historii muzyki, nie zmieniał swojego wyglądu w tak dramatyczny sposób, jak Bowie.

Swingujące lata 60-te to zmierzwione, blond loki, wzorzyste futra i początek zacierania granic seksualności. To moment, w którym świat zaczął zauważać Davida Bowiego. Jego hippie look idealnie współgrał ze stylizacjami jego pierwszej żony Angie Barnett. Obydwoje nosili falujące fryzury, spodnie i bluzki. W tym okresie nieraz porównywano go do Grety Garbo. 

To jednak jego pierwsze, głośne i wytworne alter ego w stylu glam zapisało się w historii muzyki i mody. Szokujące czerwone włosy, chude, przypominające insekta wręcz ciało i druga skóra, którą stały się cekiny – to Ziggy Stardust. Zaczęło się od fryzury wykonanej w salonie dla pań. Następnie makijaż inspirowany Alice Cooperem oraz strój, za którym stała Mechaniczna Pomarańcza Kubricka, a który w całość poskładał Freddie Burretti. 

Androgeniczny kosmita, obiekt pożądania kobiet i mężczyzn. To okres, w którym Bowie przesuwał granice swojego wyglądu, jak najdalej się dało: przepaska na oko, zgolone brwi, ostry makijaż i obcisłe kostiumy, których mógł mu pozazdrościć sam Jagger.

To także moment, w którym zainteresował się kulturą japońską. Podczas pokazu mody w Londynie poznał projektanta Kansai Yamamoto, który zaprojektował dla niego jego najbardziej szalone i niezapomniane kreacje sceniczne. Odważne i innowacyjne kostiumy jak np. winylowy kombinezon, ugruntowały pozycję Bowiego, jako artysty zacierającego granicę pomiędzy tym co „normalne” i stosowne.

W 1973 roku Ziggy ewoluował w Aladdina Sane’a, prezentując nowy look na okładce albumu o tej samej nazwie: czerwono-niebieską błyskawicę namalowaną na twarzy artysty.

Osiągając światowej sławy sukces, jako Aladdin i Ziggy, muzyk postanowił pójść mroczniejszą ścieżką muzyki soul. Tak narodził się Thin White Duke – preferujący zaczesane gładko włosy i monochromatyczne stroje. Mieszkając w Los Angeles i odżywiając się głównie kokainą, Bowie postawił na dandysowe garnitury w stylu Yves Saint Laurent. Dwurzędowe i jednokolorowe stały się kolejnym znakiem rozpoznawczym piosenkarza w tamtym okresie.

Thin White Duke był według Bowiego typem aryjskiego faszysty – niedoszłego romantyka, pozbawionego jakichkolwiek emocji.

David Bowie w projekcie Kansai Yamamoto/Instagram @headlinersmusichall


Będąc na granicy autodestrukcji, Bowie przeniósł się do Berlina, by wtopić się w tamtejszą scenę muzyczną i wyjść z narkotykowego nałogu. Po psychodelicznych, androgenicznych i teatralnych lookach najbardziej szokującą rzeczą, jaką mógł zrobić piosenkarz, był powrót do normalności. 

To miasto, w którym można tak łatwo się zatracić i tak łatwo się odnaleźć – mówił Bowie o Berlinie

W tym mieście powstały jego kolejne albumy, ale to Let’s Dance z 1983 roku zaprowadził go ponownie na sam szczyt. Platynowy blondyn w kremowych spodniach z wysokim stanem i koszulą – look z teledysku do tytułowej piosenki ugruntował jego dalszy wizerunek– eleganckiego mężczyzny z piękną kobietą u boku. Minimalizm zaczął dominować w jego stylizacjach.

Projektowali dla niego wielcy świata mody: Thierry Mugler, Michael Fish, Kansai Yamamoto i Alexander McQueen (był pierwszym klientem jeszcze wówczas nieznanego projektanta!), ale to najwięksi świata mody inspirowali się JEGO twórczością.

Raf Simons, Hedi Slimane, Jonathan Saunders, Giorgio Armani, czy Dries Van Noten – to tylko garstka projektantów, która oddała hołd Bowiemu w swoich kolekcjach. 

Jean Paul Gaultier na sezon wiosna-lato 2013 posłał na wybieg modelki w ogniście czerwonych włosach i kreacjach, których nie powstydziłby się Ziggy Stardust!

Kolekcja Miu Miu z 2012 roku z garniturami o szerokich klapach, wykonanych z połyskującego materiału i charakterystycznym makijażem, to ukłon w stronę wykonawcy i nawiązanie do jego wideo z 1971 Life on Mars. 

Kolekcja Balmain z 2011 roku także była inspirowana Aladdinem Sanem, prezentując zdobione kryształkami kombinezony. Podobnie jak Christopher Decarnin, Ricardo Tisci także uczcił to alter ego muzyka w kolekcji Givenchy na sezon wiosna-lato 2010. Muzyk wystąpił także w kampanii Louis Vuitton:

Fanka i przyjaciółka artysty - Kate Moss, dwukrotnie pojawiła się na okładce Vogue’a ucieleśniając jego sceniczne wcielenia. W 2014 roku posunęła się nawet dalej. Odbierając nagrodę w jego imieniu podczas Brit Awards miała na sobie słynny, krótki kombinezon Ziggy’ego, w którym pojawił się na scenie podczas swojego ostatniego występu w 1972 roku.

Powiedział kiedyś, że jego alter ego pomagają mu przezwyciężyć nieśmiałość. Tworzył swój własny look i przecierał szlaki milinom, zacierając granicę seksualności i redefiniując istniejące normy. To, co kiedyś uznawano za radykalne i nie do pomyślenia, przestało być kontrowersyjne w dużej mierze właśnie dzięki niemu.

Polub nasz fanpage na FB: DYKF Facebook


Tekst: Katarzyna Pietrewicz