contact us

Use the form on the right to contact us.

You can edit the text in this area, and change where the contact form on the right submits to, by entering edit mode using the modes on the bottom right.

           

123 Street Avenue, City Town, 99999

(123) 555-6789

email@address.com

 

You can set your address, phone number, email and site description in the settings tab.
Link to read me page with more information.

NA TROPIE TRENDU

NA TROPIE TRENDU

Gdzie są pieski?

Anna Puslecka

fot. Maciej Stankiewicz dla Do You Know Fashion

Co się stało z pieskami na pokazach mody?

Obowiązkowa część składowa tercetu akcesoriów, obok iPhone’a i torebki Louis Vuitton, nagle przepadła.
Amerykańskie i brytyjskie gazety informowały, co prawda, już dwa lata temu, że liczba porzucanego drobiazgu rasy york czy chihuahua zagraża naturalnej równowadze środowiska, nikt się jednak nie spodziewał, że pieski kompletnie znikną z salonów.
Choć może i spodziewał. Bo ileż lat można było naśladować twórczynię tego trendu, Paris Hilton (która swoją drogą zutylizowała się razem ze swoim Tinkerbellem) i dręczyć żywe stworzenie hałasem, oparami wódki i nieustannym zaczepianiem przez bankietowiczów?
Koniunkturę na pieski rozwinął korowód celebrytów z Charlotte Church, Evą Longorią, czy – wydawałoby się niegłupią  – Madonną na czele. Każdy chciał być „bardzo L.A.”. Opalenizna i świadczące o codziennym uprawianiu joggingu spodnie dresowe, stały się dopełnieniem tego trendu.


Trend ów jednak wymknął się spod kontroli. Nagle do torebek zaczęły trafiać małpki, marmozety białouche, fretki, miniaturowe świnki, a nawet jeże.

Domy mody wypuściły serie markowych smyczy, ubranek, wszelakich utensyliów i memorabiliów związanych ze zwierzęcą drobnicą. Pojawiły się nawet designerskie chlewiki.

W Polsce może obyło się bez takich radykalnych stylizacji, choć widoku blisko metrowego psa na jednym z pokazów, przyprowadzonego przez pewnego szefa agencji modelek, długo nie mogłem zapomnieć.

Ale to był peak, podczas którego zaczęto przebąkiwać tu i ówdzie, by gości pokazów poszczuć w końcu Towarzystwem Opieki nad Zwierzętami.

I nagle cisza.

Wydawało się, że pieski zostały wyparte przez dzieci wieku przedszkolnego. Do polskich tabloidów trafiały zdjęcia śpiących na bankietowych krzesłach kilkulatków, podczas gdy ich znane mamusie pełniły swoje celebryckie obowiązki. Dla niektórych z nich skutkowało to zresztą odebraniem praw rodzicielskich, stąd i ten trend okazał się chwilowy.
Moda na zoo w torbie skończyła się jednak z całkowicie błahego powodu. Zwierzęta po prostu podostawały nerwicy. Zaczęły tracić sierść i łapać choroby. Także te alkoholowe, bo dowcipni bywalcy bankietów dawali im do pochłeptania wino, czy mohito. Przemęczone, wyłysiałe i przepite ssaki po prostu przestały być glamour i nie pasowały już do drogich torebek.

A do tego doszedł trend eko. Każdy musi być teraz „zrównoważony”, kupować na targach organiczny ser zagrodowy,  jeździć na starym rowerze i kochać zwierzęta. Co rozumie się jako łażenie z (widocznym) psem gdzie popadnie.

Mój znajomy, na moje obiekcje, że niekoniecznie lubię, gdy mi jakiś dog, czy amstaff wyżera w restauracji makaron z talerza, odparł, że jestem prowincjonalny, nienowoczesny i egoistyczny.
W takim kontekście uszy yorka wystające z banalnej torebki nie mogły robić już na nikim wrażenia.

Dlatego teraz na salonach obnosi się co najwyżej z pluszowymi prosiakami, kwiląc o jakiekolwiek ochłapy zainteresowania.

Polub nasz fanpage na FB: DYKF Facebook

 

tekst: Michał Zaczyński

autor bloga: www.michalzaczynski.com

fot. Maciej Stankiewicz dla Do You Know Fashion

fot. Maciej Stankiewicz dla Do You Know Fashion