contact us

Use the form on the right to contact us.

You can edit the text in this area, and change where the contact form on the right submits to, by entering edit mode using the modes on the bottom right.

         

123 Street Avenue, City Town, 99999

(123) 555-6789

email@address.com

 

You can set your address, phone number, email and site description in the settings tab.
Link to read me page with more information.

NA TROPIE TRENDU

NA TROPIE TRENDU

Filtering by Tag: Zaczyński

Czapki z głów!

Anna Puslecka

Musi być z włóczki. Najlepiej kolorowa. To znaczy niegdyś kolorowa, a teraz wypłowiała. Zmechacona tu i ówdzie. Niekoniecznie czysta. Ważne, że noszona o każdej porze, na każdą okazję i w każdym miejscu.

Niezdejmowalna czapka, czyli modowe akcesorium sezonu.
Nawet spytałem ostatnio pewnego barmana, czy ma przeziębione zatoki, skoro nalewa wino w czapce (a nie było to garden party, tylko mały lokal z dużym konwektorem), ale spojrzał na mnie z politowaniem, jak się zwykle patrzy na utyskującą babcię, która nie zna się na modzie.
Tyle że akurat babcie niezdejmowanie nakryć głowy mają przećwiczone. Żadna szanująca się emerytka w Polsce nie zdejmie zimą w kawiarni, czy do obiadu beretu, bo nie po to misternie podkręcała sobie wystające spod niego loczki, by dewastować teraz fryzurę.
Trend na niezdejmowalne czapki byłby zrozumiały, gdyby miały one jakieś pożądane społecznie logo – Louis Vuitton, Armani czy choćby Nike.

Albo gdyby były one efektowne, albo chociaż drogie. Lub gdyby dodawały urody. Ale nie.
Najmodniejsze, a co za tym idzie najchętniej noszone czapki to takie, w których dawno należałoby przestać chodzić. I wyrzucić lub porządnie uprać, a potem doszyć im z guzików oczka, a z filcu język i dać dzieciom do zabawy w kukiełkowy teatrzyk.


Niestety, czapki pozostają na głowach ich entuzjastów. Z pomocą nie przychodzą też celebryci. Czapki noszą David Beckham, Daniel Radcliffe, Justin Timberlake, John Grant, Thom Yorke, Madonna.

Choć może precyzyjniej byłoby napisać, że nosili w ubiegłym roku. Moda w Polsce bywa dość zacofana.
Cała ta moda na niezdejmowalne to remake lat 90-tych. Grunge lansował wygląd, jakby się ze śmietnika wyszło, patrz: Nirvana. Zaś pogrobowcy grunge’u w rodzaju Becka, czy wczesna Gwen Stefani, może i staranniejszą wybierali garderobę, ale czapki zostawili sobie w roli totemu.

Nurty muzyczne ska, czy rasta bez czapek nie dałyby rady dokonać swojej identyfikacji wizualnej. No ale to artyści, którzy często ćwiczyli riffy w nieogrzewanych garażach, czy squatach. I tak im zostało.
Tymczasem noszenie czapek w ogrzewanych miejscach niepokoi lekarzy i fryzjerki. „Niestety, na włosy pod czapką również czyhają niebezpieczeństwa. Przede wszystkim przegrzewanie skóry głowy prowadzi do rozwoju bakterii, co może powodować podrażnienie, a nawet łupież czy wypadanie” – przeczytałem na jednym z branżowych forów.
Obsesyjne noszenie czapek zastanawia też socjologów. Tradycyjnie noszone były przez klasę robotniczą, przez mechaników, stoczniowców i wszystkich tych ciężko pracujących mężczyzn, którzy pracowali na zewnątrz i byli narażeni na przeziębienie. Wełniane czapki to zatem kolejny element stroju, który ze stanów niższych awansował do klasy średniej.
Swoje trzy grosze wtrącają też historycy. Ich zdaniem takie czapki pojawiły się już w średniowieczu, jako nakrycia głowy studentów. Styl czapek ewoluował, by w latach 50. XX wieku stały się w ośrodkach akademickich w USA akcesorium niejako rytualnym.

Chodziło o to, że nowo przyjęci studenci musieli je nosić – w rozmaitych formach lub z durnymi napisami - jako element „otrzęsin”.


To, co robią współcześni ludzie modni , to zatem samostygmatyzowanie się. Albo nie siebie, tylko innych, wspominając pomysł łódzkich „projektantów”, by czapki z napisem Żulerka założyć na głowy bezdomnym.
Zawsze jednak może być gorzej. Zerknijmy, w czym chadzano na dworze króla Augusta III. Jak zauważał Jędrzej Kitowicz w swoim „Opisie obyczajów”, praktyczna była czapka z podszewką bławatną, „z lisiego futra albo łapek baranich. Takie czapki zwały się kapuzami, były zawijane i mogły się spuszczać na cały kark i zasłonić twarz, sam nos do oddechu i oczy do patrzenia zostawując gołe”.

Lansem było natomiast noszenie czapki w dość specyficzny sposób. Otóż ówcześni hipsterzy z „łbami wygolonymi jak kolano”, czapkę „tylko na jednym uchu zawiesiwszy na największym skwarze dystylowali”.

Moda lubi się powtarzać, za każdym jednak razem pojawia się w odmiennym wydaniu, więc kto wie, gdzie w przyszłym sezonie hipsterom czapki będą dyndały…

 

tekst: Michał Zaczyński

autor bloga: www.michalzaczynski.com

Gruźlicy kawy

Anna Puslecka

- Nie musisz wydawać fortuny, by modnie wyglądać – przekonują rubryki mody różnych pism i portali.

Oj, co racja, to racja. Niekiedy wystarczy 11 złotych. Konkretnie: na „dużą latte”, jak mawiają bywalcy sieciowych kawiarni.

Mniejsza o nomenklaturę i że latte znaczy po prostu mleko (oraz, że wymawia się tak, jak się pisze, a nie lejt, jak zdarza się usłyszeć). Ważne, że kawa w papierowym kubku to modowe akcesorium sezonu.

Ba, w zasadzie wystarczy za całą modę.  

Oczywiście, nie o byle jaki kubek ze stacji benzynowej, czy szkolnego sklepiku tu chodzi, tylko o taki z logo sieciówki. A i samo określenie „akcesorium sezonu” jest tu umowne, bowiem ten sezon trwa w Polsce od pięciu lat. Już w 2009 roku na forum wizaz.pl toczyła się zawzięta dyskusja pt.:

„Lans z kubkiem kawy w ręku?”. Jedni wyśmiewali, drudzy bronili, ale pewnie nikt nie spodziewał się, że z ekscytującej nowinki kubki z kawą staną się integralną częścią krajobrazu polskich miast.

Bieganie po Nowym Świecie, Plantach, Rynku we Wrocławiu, czy po Monte Cassino z kubasem z tektury wzięto sobie za punkt honoru. Dodaje splendoru, szyku i tej wielkomiejskiej mgiełki, nawet jeśli stoi się przy obskurnym przystanku vis a vis skupu złomu wśród jego rezydentów – osiedlowych meneli.

Od strony psychologicznej wszystko jest jasne. Posiadacz kawy wysyła komunikat, że jest tak zajęty (w domyśle: bardzo ważnymi sprawami), że nie ma czasu, by choćby na pięć minut usiąść na tyłku i normalnie się napić. Od strony ekonomicznej także. Stać go, by przepłacać (dobra kawa w oryginalnej, autorskiej kawiarni bywa o połowę tańsza), byle tylko pokazać przynależność do warstwy wyższej.

Banalnie łatwe jest także rozstrzygnięcie kwestii kulturowej. Papierowe kubki przywędrowały do nas z Ameryki wraz z serialami Przyjaciele, Ally McBeal, Seks w wielkim mieście i – oczywiście – z filmem Diabeł ubiera się u Prady. Pokazując tym samym wysoce pożądany w Polsce lifestyle. Opierający się w głównej mierze na shoppingu, obcowaniu z wielkimi markami i randkowaniu z kim popadnie. Oraz w tęsknocie za Nowym Jorkiem. Czy raczej pretensji do niego.

Ale to nie seriale wylansowały chodzenie z kawą. Ani nie sam Nowy Jork, choć to mieszkający w tym mieście emigrant z Ukrainy (niektóre źródła podają, że ze Słowacji) Leslie Buck, zaprojektował w latach 60. dla greckiej sieci cukierni modny do dziś kubek na kawę o nazwie Anthora z napisem

„We Are Happy To Serve You”.

Geneza papierowych kubków jest zdecydowanie mniej glamour, niż można sobie tego by życzyć. Wymyślił je w 1912 roku w Bostonie niejaki Lawrence Luellen, a nazwał Health KUP. I nikt się nimi nie zainteresował przez kolejnych sześć lat, dopóki nie wybuchła epidemia hiszpanki.

Na całym świecie zachorowało na nią wówczas pół miliarda ludzi, a w samych tylko Stanach zmarło 600 tysięcy. Sądzono, że papierowe kubki jako higieniczna odmiana tych ceramicznych, będą sposobem na walkę z chorobą.

Gdyby zatem na naszych ulicach pojawił się gość sprzed stu lat, uznałby że jesteśmy po prostu narodem gruźlików...

 

polub nasz fanpage na FB! https://www.facebook.com/doyouknowfashion

tekst: Michał Zaczyński

autor bloga: www.michalzaczynski.com