contact us

Use the form on the right to contact us.

You can edit the text in this area, and change where the contact form on the right submits to, by entering edit mode using the modes on the bottom right.

         

123 Street Avenue, City Town, 99999

(123) 555-6789

email@address.com

 

You can set your address, phone number, email and site description in the settings tab.
Link to read me page with more information.

NA TROPIE TRENDU

NA TROPIE TRENDU

Filtering by Tag: trendy

Szachownica

Anna Puslecka

fot. ONS

Zacznijmy od czerni, o której mówi się, że nie wychodzi z mody. Uchodzi w końcu za ulubiony kolor profesjonalistów, którzy na co dzień pracują w branży mody. Przywdziewają oni czerń prawie tak, jak mnisi swoje habity.

Symbolika jest podobna - asceza ma chronić przed ciągle zmieniającymi się trendami, ale i pokazywać dystans do nich. Cóż, tak się jednak stało, że czerń sama jest od pewnego czasu mocną tendencją, czy to w wersji luksusowej skóry czy połyskującego winylu.

Po kilku sezonach mocnych wpływów gotyckich, monochromatyczny look został w tym roku powtórzony, tyle, że w pełnej bieli!
Gdzieś po środku jest trend na czarno-białe nadruki i tkaniny z takim deseniem. Jest to świetny sposób na przejście od jednej tendencji do drugiej, bez potrzeby wymieniania całej szafy.

Zamiast wrzucać czarne ubrania do wybielacza, przyjrzyjmy się temu, jak szeroki mamy wybór mimo zawężenia do dwóch kolorów.
Ralph Lauren pokazał szachownicę, która jest zresztą naszym pierwszym skojarzeniem, kiedy słyszymy o czarno-białych wzorach. Geometria to zresztą najlepsze pole dla prezentacji całego potencjału, jaki tkwi w tym prostym zderzeniu „antykolorów”.

Kratki w stylu all-over w tym sezonie łączymy z paskami, ale i motywami kwiatowymi. Wszystko to w stylu lat 70-tych: spodnium z wysokim stanem, szerokie nogawki i klapy, a nawet krótki krawat i kamizelka. Do tego zabudowane, wysokie obuwie na szerokim słupku.


Diane von Fürstenberg również zaprezentowała kolekcję w klimacie retro, ale tu kraty zastąpiły groszki. Dodając do tego krój sukienki z koła, o długości do kolana, otrzymujemy sylwetkę, która kojarzy nam się z latami 50-tymi.

W takim fasonie spokojnie widzielibyśmy Brigitte Bardot czy Marilyn Monroe. Gorsetowa konstrukcja góry z ażurowymi wycięciami i cienkimi ramiączkami, skupia uwagę na odsłoniętych ramionach i dekolcie. Klepsydra a la New Look Diora była modna już zimą i jak widać, nie będzie inaczej tej wiosny. To dobra opcja, jeżeli chcemy ukryć szersze biodra i udowodnić, że klosz może być równie sensualny, co dopasowana mini.
Edun to, co prawda młoda marka, ale zyskała rozgłos dzięki osadzeniu produkcji w Afryce. Nie tylko wspiera ona lokalny handel, ale nawiązuje do folkloru tradycyjnych kultur tego kontynentu.

W kolekcji na aktualny sezon są to motywy w stylu tribal, tyle, że wyprane z kolorów.

Sam wzór był już powielany w nadrukach kilka sezonów wstecz, ale tu łączy się fakturami przypominającymi „chanelkę”, dzięki czemu okazuje się być – nieoczekiwanie - prawie elegancki.
Proenza Schouler to biel i czerń w wydaniu organicznym. Sylwetki pokryte są tu w całości lub części wzorem imitującym naturę. Splątane gałęzie drzew przypominają niedawną kolekcję Alexandra Wanga, gdzie spękane nadruki wyglądały, jak kora brzozy.

Całość wydaje się odwoływać do romantyzmu i nie ukrywajmy - jest bardzo poetycka. Sam ubiór dominuje na tyle, że nie musimy się martwic o dobór butów czy dodatków. Wszystko w odcieniach bieli i czerni będzie tu pasować.
Warto nadmienić, że łączenie bieli z czernią, może pomóc zatuszować wady i podkreślić zalety figury.

Pierwsza wyszczupla, druga odbija światło i skupia wzrok. Tak więc na środku sylwetki stosuje się biały, a na konturach czarny. Pionowe pasy, jak łatwo zgadnąć, wyciągają do góry, poziome – optycznie poszerzają. Duże motywy również pogrubiają, więc o ile nie chcemy „powiększyć” sobie np. biustu, stosujmy w najszerszych miejscach naszego ciała, drobne wzorki.


Tekst: Martin Kurczyński

więcej na: www.shopstory.pl

http://shopstory.pl/shopstory/artykul/35410/Trendy._Szachownica

Luz-bluz

Anna Puslecka

Bluza Givenchy

Kiedyś zarezerwowana na siłownię i leniwe weekendy. Zwyczajna i zwykle szara.

Dziś jest  bohaterką pokazów najważniejszych domów mody oraz królową mody ulicznej. Wrzucamy na luz z… bluzą!
Bluza bez kaptura (ang. sweatshirt) idealnie uderzyła w gusta konsumentów, zaspakajając ich potrzeby. Świetnie sprzedaje się w butikach najbardziej luksusowych marek oraz regularnie „zasiada” w pierwszych rzędach pokazów słynnych projektantów – noszą ją znani blogerzy, redaktorzy mody, tzw. „it-girls”, czy gwiazdy.

Bluza Kenzo

W słynnej już bluzie z jelonkiem Bambi z metką Givenchy pojawiły się Anna Dello Russo, Lilly Collins czy Carine Roitweld. Natomiast modelki i fashionstki chętnie pozowały fotografom podczas Tygodni Mody w kolorowych bluzach Kenzo z wyhaftowaną wieżą Eiffla i głową tygrysa.

Tomoko Ogura, dyrektor ds. mody w Barneys New York uznaje Givenchy i Kenzo za prekursorów tego trendu . - Bluza z panterą Givenchy z kolekcji jesień-zima 2011 najbardziej odbiła się echem - tłumaczy Ogura. Tuż za nimi plasują się słynne haftowane projekty Carven,  „bambusowe” Balmain czy ozdobione kamieniami Lanvin.

Bluza Brian LIchtenberg

Nie można tu nie wspomnieć o popularnych i bezczelnych bluzach Briana Lichtenberga z napisami: Homiés, Féline cyz Balli oraz SSUR, który używając czcionek domów mody proponuje: Channel, Cucci i Fiend.
Na fali popularności tego elementu garderoby ostatnio rodzimą branżę mody obiegła informacja, że GAP, który słynie głównie z szarych bluz ze swoim dużym logo, wycofuje się z Polski. Grupa Empik Media & Fashion, do której należy marka, ogłosiła, iż rezygnuje z segmentu fashion. To ewidentnie zła wiadomość dla fanów GAPa (w Polsce obecnie znajdują się trzy sklepy marki), którzy będą musieli poszukać innej alternatywy.

Bluza Mariusz Przybylski

Bluza MMC Studio

Być może wśród polskich projektantów, którzy już podchwycili trend „na bluzę”? Charakterystyczne sweatshirty można znaleźć w kolekcjach Mariusza Przybylskiego, Małgorzaty Czudak, Łukasza Jemioła (w jego linii Basic), MMC, Justyny Chrabelskiej czy NÜ by Tokarska.

Na polskich, wiosennych wybiegach także królowały bluzy, m.in. u duetu Parocki&Brzozowski i Joanny Klimas.

Bluza Local Heros

Bluza MISBEHAVE

Sweatshirty to  główny core działalności polskich marek street wearowych takich jak: jak: MISBEHAVE, Local Heroes (ich ubrania noszą m.in. Rihanna, Cara Delevigne czy Rita Ora), Colorshake, UEG oraz PLNY Lala, których projekty pokochały polskie gwiazdy.
W dobie fenomenu „ekskluzywnych meneli”  (http://ekskluzywnymenel.blogspot.com/) bluza stała się nie tylko najbardziej demokratycznym elementem garderoby, pasującym do wszystkiego, ale przede wszystkim modnym luksusem na wyciągnięcie ręki.

 

polub nasz fanpage na FB! https://www.facebook.com/doyouknowfashion

tekst: Joanna Biawo

autorka bloga: joannabiawo.com

Czapki z głów!

Anna Puslecka

Musi być z włóczki. Najlepiej kolorowa. To znaczy niegdyś kolorowa, a teraz wypłowiała. Zmechacona tu i ówdzie. Niekoniecznie czysta. Ważne, że noszona o każdej porze, na każdą okazję i w każdym miejscu.

Niezdejmowalna czapka, czyli modowe akcesorium sezonu.
Nawet spytałem ostatnio pewnego barmana, czy ma przeziębione zatoki, skoro nalewa wino w czapce (a nie było to garden party, tylko mały lokal z dużym konwektorem), ale spojrzał na mnie z politowaniem, jak się zwykle patrzy na utyskującą babcię, która nie zna się na modzie.
Tyle że akurat babcie niezdejmowanie nakryć głowy mają przećwiczone. Żadna szanująca się emerytka w Polsce nie zdejmie zimą w kawiarni, czy do obiadu beretu, bo nie po to misternie podkręcała sobie wystające spod niego loczki, by dewastować teraz fryzurę.
Trend na niezdejmowalne czapki byłby zrozumiały, gdyby miały one jakieś pożądane społecznie logo – Louis Vuitton, Armani czy choćby Nike.

Albo gdyby były one efektowne, albo chociaż drogie. Lub gdyby dodawały urody. Ale nie.
Najmodniejsze, a co za tym idzie najchętniej noszone czapki to takie, w których dawno należałoby przestać chodzić. I wyrzucić lub porządnie uprać, a potem doszyć im z guzików oczka, a z filcu język i dać dzieciom do zabawy w kukiełkowy teatrzyk.


Niestety, czapki pozostają na głowach ich entuzjastów. Z pomocą nie przychodzą też celebryci. Czapki noszą David Beckham, Daniel Radcliffe, Justin Timberlake, John Grant, Thom Yorke, Madonna.

Choć może precyzyjniej byłoby napisać, że nosili w ubiegłym roku. Moda w Polsce bywa dość zacofana.
Cała ta moda na niezdejmowalne to remake lat 90-tych. Grunge lansował wygląd, jakby się ze śmietnika wyszło, patrz: Nirvana. Zaś pogrobowcy grunge’u w rodzaju Becka, czy wczesna Gwen Stefani, może i staranniejszą wybierali garderobę, ale czapki zostawili sobie w roli totemu.

Nurty muzyczne ska, czy rasta bez czapek nie dałyby rady dokonać swojej identyfikacji wizualnej. No ale to artyści, którzy często ćwiczyli riffy w nieogrzewanych garażach, czy squatach. I tak im zostało.
Tymczasem noszenie czapek w ogrzewanych miejscach niepokoi lekarzy i fryzjerki. „Niestety, na włosy pod czapką również czyhają niebezpieczeństwa. Przede wszystkim przegrzewanie skóry głowy prowadzi do rozwoju bakterii, co może powodować podrażnienie, a nawet łupież czy wypadanie” – przeczytałem na jednym z branżowych forów.
Obsesyjne noszenie czapek zastanawia też socjologów. Tradycyjnie noszone były przez klasę robotniczą, przez mechaników, stoczniowców i wszystkich tych ciężko pracujących mężczyzn, którzy pracowali na zewnątrz i byli narażeni na przeziębienie. Wełniane czapki to zatem kolejny element stroju, który ze stanów niższych awansował do klasy średniej.
Swoje trzy grosze wtrącają też historycy. Ich zdaniem takie czapki pojawiły się już w średniowieczu, jako nakrycia głowy studentów. Styl czapek ewoluował, by w latach 50. XX wieku stały się w ośrodkach akademickich w USA akcesorium niejako rytualnym.

Chodziło o to, że nowo przyjęci studenci musieli je nosić – w rozmaitych formach lub z durnymi napisami - jako element „otrzęsin”.


To, co robią współcześni ludzie modni , to zatem samostygmatyzowanie się. Albo nie siebie, tylko innych, wspominając pomysł łódzkich „projektantów”, by czapki z napisem Żulerka założyć na głowy bezdomnym.
Zawsze jednak może być gorzej. Zerknijmy, w czym chadzano na dworze króla Augusta III. Jak zauważał Jędrzej Kitowicz w swoim „Opisie obyczajów”, praktyczna była czapka z podszewką bławatną, „z lisiego futra albo łapek baranich. Takie czapki zwały się kapuzami, były zawijane i mogły się spuszczać na cały kark i zasłonić twarz, sam nos do oddechu i oczy do patrzenia zostawując gołe”.

Lansem było natomiast noszenie czapki w dość specyficzny sposób. Otóż ówcześni hipsterzy z „łbami wygolonymi jak kolano”, czapkę „tylko na jednym uchu zawiesiwszy na największym skwarze dystylowali”.

Moda lubi się powtarzać, za każdym jednak razem pojawia się w odmiennym wydaniu, więc kto wie, gdzie w przyszłym sezonie hipsterom czapki będą dyndały…

 

tekst: Michał Zaczyński

autor bloga: www.michalzaczynski.com

Gruźlicy kawy

Anna Puslecka

- Nie musisz wydawać fortuny, by modnie wyglądać – przekonują rubryki mody różnych pism i portali.

Oj, co racja, to racja. Niekiedy wystarczy 11 złotych. Konkretnie: na „dużą latte”, jak mawiają bywalcy sieciowych kawiarni.

Mniejsza o nomenklaturę i że latte znaczy po prostu mleko (oraz, że wymawia się tak, jak się pisze, a nie lejt, jak zdarza się usłyszeć). Ważne, że kawa w papierowym kubku to modowe akcesorium sezonu.

Ba, w zasadzie wystarczy za całą modę.  

Oczywiście, nie o byle jaki kubek ze stacji benzynowej, czy szkolnego sklepiku tu chodzi, tylko o taki z logo sieciówki. A i samo określenie „akcesorium sezonu” jest tu umowne, bowiem ten sezon trwa w Polsce od pięciu lat. Już w 2009 roku na forum wizaz.pl toczyła się zawzięta dyskusja pt.:

„Lans z kubkiem kawy w ręku?”. Jedni wyśmiewali, drudzy bronili, ale pewnie nikt nie spodziewał się, że z ekscytującej nowinki kubki z kawą staną się integralną częścią krajobrazu polskich miast.

Bieganie po Nowym Świecie, Plantach, Rynku we Wrocławiu, czy po Monte Cassino z kubasem z tektury wzięto sobie za punkt honoru. Dodaje splendoru, szyku i tej wielkomiejskiej mgiełki, nawet jeśli stoi się przy obskurnym przystanku vis a vis skupu złomu wśród jego rezydentów – osiedlowych meneli.

Od strony psychologicznej wszystko jest jasne. Posiadacz kawy wysyła komunikat, że jest tak zajęty (w domyśle: bardzo ważnymi sprawami), że nie ma czasu, by choćby na pięć minut usiąść na tyłku i normalnie się napić. Od strony ekonomicznej także. Stać go, by przepłacać (dobra kawa w oryginalnej, autorskiej kawiarni bywa o połowę tańsza), byle tylko pokazać przynależność do warstwy wyższej.

Banalnie łatwe jest także rozstrzygnięcie kwestii kulturowej. Papierowe kubki przywędrowały do nas z Ameryki wraz z serialami Przyjaciele, Ally McBeal, Seks w wielkim mieście i – oczywiście – z filmem Diabeł ubiera się u Prady. Pokazując tym samym wysoce pożądany w Polsce lifestyle. Opierający się w głównej mierze na shoppingu, obcowaniu z wielkimi markami i randkowaniu z kim popadnie. Oraz w tęsknocie za Nowym Jorkiem. Czy raczej pretensji do niego.

Ale to nie seriale wylansowały chodzenie z kawą. Ani nie sam Nowy Jork, choć to mieszkający w tym mieście emigrant z Ukrainy (niektóre źródła podają, że ze Słowacji) Leslie Buck, zaprojektował w latach 60. dla greckiej sieci cukierni modny do dziś kubek na kawę o nazwie Anthora z napisem

„We Are Happy To Serve You”.

Geneza papierowych kubków jest zdecydowanie mniej glamour, niż można sobie tego by życzyć. Wymyślił je w 1912 roku w Bostonie niejaki Lawrence Luellen, a nazwał Health KUP. I nikt się nimi nie zainteresował przez kolejnych sześć lat, dopóki nie wybuchła epidemia hiszpanki.

Na całym świecie zachorowało na nią wówczas pół miliarda ludzi, a w samych tylko Stanach zmarło 600 tysięcy. Sądzono, że papierowe kubki jako higieniczna odmiana tych ceramicznych, będą sposobem na walkę z chorobą.

Gdyby zatem na naszych ulicach pojawił się gość sprzed stu lat, uznałby że jesteśmy po prostu narodem gruźlików...

 

polub nasz fanpage na FB! https://www.facebook.com/doyouknowfashion

tekst: Michał Zaczyński

autor bloga: www.michalzaczynski.com